Czwarta rewolucja przemysłowa, czyli za co będziemy żyć, gdy nie będzie już pracy

Czwarta rewolucja przemysłowa, czyli za co będziemy żyć, gdy nie będzie już pracy

Czy roboty przejmą naszą pracę? Czy 40-godzinny tydzień pracy przetrwa? I czego tak naprawdę powinniśmy się uczyć, by za 15-20 lat mieć za co opłacić rachunki? Zbliżająca się wielkimi krokami rewolucja technologiczna wymusza na nas poszukiwanie odpowiedzi na te pytania.
Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka

Gdy pół wieku temu pierwszy człowiek postawił stopę na Księżycu, codzienne sprzęty jak płyty CD czy czytniki e-booków pozostawały w sferze science fiction. Kilka dekad później stały się powszechne. A co przyniesie nam przyszłość? W jakich domach będziemy mieszkać, czym jeździć do pracy? W cyklu „Archeologia przyszłości” próbujemy przewidzieć, jak będzie wyglądać nasza codzienność za piętnaście-dwadzieścia lat.

„Roboty robią roboty, cóż za perwersja” – mówi w filmie „Gwiezdne Wojny – Atak klonów” robot protokolarny C3PO. I jakkolwiek zabawne może wydawać się użycie tu słowa „perwersja”, to pełne zautomatyzowanie produkcji i rezygnacja z wymagających przerw, toalet, dystrybutorów z wodą i przede wszystkim wypłaty ludzi nie należy już do sfery science fiction.

W Chengdu, ogromnym przemysłowym mieście w Chinach, w którym swoje urządzenia produkują m.in. IBM, Huawei czy Dell, działają fabryki, w których nie ma żarówek ani przerw na kawę, a mimo to nowe sprzęty powstają całą dobę. Człowiek potrzebny jest tylko jako serwisant, choć kto wie, czy i ten problem nie zostanie kiedyś rozwiązany dzięki w pełni zmechanizowanej opiece technicznej.

Każdego dnia jesteśmy bombardowani informacjami – dzieje się to w momencie, kiedy oglądamy, czy słuchamy wiadomości, ale również chodzi tu o informacje płynące innymi kanałami, takimi jak:

„Przez szereg lat pomysł tego typu produkcji wydawał się być tylko futurystyczną wizją, która miała nikłe szanse na realizację. Ale do 2049 roku właśnie tak będzie wyglądała większość chińskich fabryk” – twierdzi Tomer Garzberg, założyciel australijskiej firmy GRONADE tworzącej rozwiązania dla biznesu, bazujące na algorytmach Sztucznej Inteligencji.

Roboty są bardziej wydajne, precyzyjne, nie miewają gorszych i lepszych dni i bez wątpienia w ciągu najbliższych lat odbiorą pracę rzeszy niewyspecjalizowanych pracowników. Według raportu Oxford Martin School nawet 47 procent zawodów może ulec pełnej automatyzacji w ciągu najbliższych lat.

Gra z Terminatorem

„Musimy rozprawić się z czymś, co określam mianem mitu Terminatora. Tak, maszyny zajmą miejsca ludzi w pracach zautomatyzowanych, ale w innych zawodach będą komplementarne wobec naszych umiejętności. To ma miejsce już teraz: taksówkarz może lepiej wykonywać swoją pracę, korzystając z systemu nawigacji, a architekt pomaga sobie, używając coraz nowocześniejszych programów komputerowych” – mówi ekonomista Daniel Susskind, badający wpływ technologii na społeczeństwo.

Jeśli jednak sądzisz, że jesteś bezpieczny, ponieważ wykonujesz pracę umysłową, wymagającą ogromnej wiedzy, doświadczenia i pewnego instynktu, to niestety, nie mamy dla ciebie dobrych informacji. Prawdopodobnie zostaniesz zastąpiony przez odpowiedni program komputerowy stworzony na bazie głębokiego uczenia maszynowego, czyli automatycznego systemu nieustannie doskonalącego się dzięki nowym danym, doświadczeniom i błędom.

Wspomniany wyżej Tomer Garzberg wraz ze swoimi współpracownikami został poproszony o stworzenie programu mogącego zastąpić młodszego prawnika w kancelarii adwokackiej. Wiele firm boryka się z tym, że inwestuje sporo czasu w wyszkolenie pracownika, który, gdy zdobędzie potrzebne umiejętności, odchodzi do innego pracodawcy lub zakłada własną działalność. Firmy są przez to stratne. Prowadzi to do pomysłu, który zakłada zrezygnowanie ze szkolenia młodych pracowników i przekazania ich obowiązków maszynie, która nie będzie miała powodu porzucać pracodawcy.

„Możemy uczyć maszyny tak, jak uczymy ludzi. Z tą różnicą, że systemy SI przyswajają wiedzę szybciej niż my, więcej zapamiętują i tworzą szybkie ścieżki dostępu do potrzebnych danych. Roboty są też lojalne wobec swoich pracodawców, nie potrzebują przerw na rozmowy z przyjaciółmi, nie interesuje je nawet zapłata za wykonaną pracę. Moja ekipa właśnie tym się zajmuje. Przekłada ludzkie zachowania na dane, analizuje je i transferuje do maszyn. Dlatego jeśli sądzisz, że twój zawód będzie tym pominiętym w zbliżającej się rewolucji, może powinieneś przemyśleć temat ponownie” – twierdzi Tomer Garzberg.

Już teraz mamy platformy typu LawGeex, czyli bazujące wyłącznie na algorytmach firmy, które konstruują i badają umowy prawne. Te są tak skuteczne i szybkie, że potrafią zdystansować największe prawnicze umysły, czego dowiódł przeprowadzony w ubiegłym roku eksperyment. Do zawodów z algorytmami LawGeex stanęło 20 prawników wytypowanych przez cenione amerykańskie uczelnie. Uczestnicy mieli cztery godziny na zapoznanie się z pięcioma umowami oraz odnalezienie w nich trzydziestu potencjalnie problematycznych kwestii. Prawnicy osiągnęli skuteczność 85 procent w porównaniu z sięgającą 95 procent skutecznością SI. W dodatku algorytmy wykonały każde zadanie średnio w 26 sekund, podczas gdy prawnicy potrzebowali na to samo aż 92 minuty. Znając te dane i mając świadomość, ile liczą sobie pracownicy kancelarii za godzinę swojej pracy, komu powierzyłbyś przeanalizowanie umowy, od której zależy być albo nie być twojej firmy?

Na tym jednak nie koniec. Niedługo możemy znaleźć się w świecie, w którym korporacje będą zarządzane przez nieżyjących od wielu lat założycieli lub dyrektorów.  Dr Hossein Rahnama, założyciel Flybits oraz człowiek uznany przez MIT Technology Review za jednego z najważniejszych innowatorów swojego pokolenia, pracuje nad cyfrowym awatarem dyrektora jednej z globalnych korporacji. Ten rozumie ograniczenia swojego fizycznego bytu, ale jednocześnie nie chce rozstawać się z firmą. Postanowił więc przenieść swoją wiedzę i doświadczenie do cyfrowego pomocnika dostępnego tylko dla pracowników jego przedsiębiorstwa. Aplikacja, nad którą pracuje Rahnama, została nazwana „Augmented Eternity” (Rozszerzona Wieczność). Umożliwia ona stworzenie cyfrowej wersji człowieka, która będzie mogła pozostawać w kontakcie z ludźmi nawet po śmierci pierwowzoru.

Wieczny student

Nadchodzące zmiany będą wymagały przyswojenia nowych umiejętności. Już teraz brak znajomości języka programowania określa się mianem nowego analfabetyzmu.

„Przez szereg lat obowiązywał standard podziału czasu na naukę i pracę. Najpierw uczyliśmy się, by zdobytą wiedzę wykorzystywać w wybranym zawodzie. Nowa era wymusza inny model, w którym obie te sfery będą znacznie bardziej zintegrowane” – twierdzi Jamie Merisotis, założyciel Lumina Foundation wspierającej nowe trendy w globalnej edukacji.

Jeżeli przyjrzymy się rewolucji przemysłowej, przez którą rolnicy porzucili pola i zatrudnili się w fabrykach, to wbrew pozorom zmiana nie była aż tak wielka. Przynajmniej dla pracowników, bowiem w obu miejscach musieli wykorzystywać swoje zdolności manualne. Transformacja od ery przemysłowej do wkraczającej wielkimi krokami epoki wiedzy będzie wymagała znacznie więcej.

Zdaniem Merisotisa system szkolny nie może przygotowywać już ludzi do pracy w konkretnym zawodzie. „Należy przestać myśleć o ludziach w kategorii ‚uczeń’ i ‚pracownik’, tylko trzeba ukuć nową formę, jak ‚pracouczeń’. Aby funkcjonować w nowej erze, trzeba będzie pracować i uczyć się jednocześnie przez całe życie” – twierdzi Jamie Merisotis.

Innymi słowy, nie będziemy kształcić księgowego, chemika czy grafika. Będziemy raczej zdobywać różnorodne kwalifikacje, niż podążać ograniczoną ścieżką rozwoju, prowadzącą do wykonywania jednego określonego zawodu. W tym modelu „pracouczeń” powinien zbierać różnorodne, poświadczone certyfikatami umiejętności. Powiedzmy, że ktoś ma talent do sztuk wizualnych i interesuje się grafiką. Obecnie taka osoba próbuje swoich sił w Akademii Sztuk Pięknych, gdzie wybiera właściwą dla siebie specjalizację, a następnie wynikającą z  niej pracę. W przyszłości taka osoba będzie brała udział w rozmaitych kursach i szkoleniach w różnych miejscach, nie na jednej uczelni. Część z nich prawdopodobnie odbędzie się wirtualnie.

„Świat, w którym dyplom konkretnej uczelni otwierał wszystkie drzwi, jest już za nami. W firmach stawiających na innowacje, na nowoczesność, nie zadaje się już pytań o szkołę, ale o to, czego nauczyłeś się ostatnio, jaką książkę przeczytałeś czy w jaki sposób starasz się poszerzać swoje horyzonty. Bo w szybko zmieniającej się rzeczywistości bardziej niż dyplom liczy się ciekawość świata i umiejętność nieustannego uczenia się. Nikogo nie zainteresuje, jaką szkołę ukończyłeś dekadę czy dwie dekady temu, bo to jak wyciągać wnioski o stanie zdrowia na podstawie tego, że dekadę temu dana osoba przebiegła maraton” – twierdzi Kelly Palmer w „The Expertise Economy”.

W dodatku Internet umożliwi nam uczenie się od najlepszych. Bo jeśli możesz przejść kurs podstaw fizyki u samego Leonarda Susskinda, profesora Uniwersytetu Stanforda oraz współtwórcy teorii strun, to czemu tego nie wykorzystać?

Susskind był jednym z pierwszych naukowców, którzy zrozumieli, że nowoczesne nauczanie musi dawać ludziom szeroki wachlarz wiedzy i umiejętności. Co więcej, profesor przekonuje, że często to osoby, niezwiązane profesjonalnie z konkretną dziedziną wiedzy, potrafią podrzucić naukowcom rewolucyjny pomysł. Dlatego też Susskind zaczął tworzyć kursy fizyki i pisać książki pomagające zrozumieć współczesną fizykę tym, którzy co najwyżej pamiętają, że grawitacja ma coś wspólnego z jabłkiem, które ponoć spadło Newtonowi na głowę.

W 2012 roku dwie prestiżowe amerykańskie uczelnie: Harvard University oraz Massachusetts Institute of Technology utworzyły platformę e-learningową edX. Każdy, kto posiada dostęp do Internetu, może wziąć udział w wybranym kursie prowadzonym przez tuzy światowej nauki, i w dodatku nie zapłacić za to nawet złotówki. Darmowe jest również korzystanie z materiałów zgromadzonych w repozytorium.

Po niemal siedmiu latach istnienia na platformie edX swoje kursy zamieściło około 130 instytucji naukowych z całego świata. Można znaleźć zajęcia z praktycznie każdej dziedziny wiedzy, od medycyny, biologii, inżynierii genetycznej po lingwistykę. Gdzie jest haczyk? Powiedzmy, że są dwa niewielkie haczyki. Pierwszym jest fakt, że niemal wszystkie kursy prowadzone są w języku angielskim. Drugi to opłata za certyfikat. Jeśli chcemy uzyskać zaświadczenie ukończenia danego kursu, to poza zdaniem wirtualnego egzaminu należy uiścić opłatę w wysokości 50 dolarów. Jednak czy tak naprawdę to dużo? Koszt studiów na tak prestiżowych uczelniach, jak Harvard czy inne uniwersytety z tzw. Ligi Bluszczowej liczony jest w setkach tysięcy dolarów. Patrząc na to, 50 dolarów za kurs to prawdziwa okazja.

Już wiemy, że nauczanie musi bardziej koncentrować się na indywidualnych umiejętnościach każdego ucznia, by dostosować się do nowej ery. Ale jak rozpoznać, które branże mają przyszłość, a które ulegną presji nowych czasów?

„Jeżeli jako pracodawca dostrzegasz, że nie możesz zrekrutować personelu, na jakim ci zależy, a twoi wybitni pracownicy odchodzą do innych firm, to znaczy, że jesteś zbyt zachowawczy i nie tworzysz środowiska dla rozwoju przełomowych idei lub wynalazków. Analogicznie jako pracownik nie wybieraj firm i branż, z których odchodzą najlepsi” – twierdzi profesor Rita Gunther McGrath z Columbia Business School.

Dla potwierdzenia tej teorii podaje przykład z własnego podwórka: „Jeszcze kilka lat temu nasi świetnie przygotowani absolwenci trafiali bezpośrednio na Wall Street. Teraz największym i najbardziej cenionym pracodawcą wśród dawnych studentów Columbia Business School jest Amazon. Nawet nie dlatego, że wiążą z nim resztę swojego życia, ale chcą nauczyć się w praktyce pracy z danymi Big Data, z e-commerce i zrobić to w najbardziej nowoczesnej i odnoszącej sukcesy tego typu korporacji na świecie”.

McGrath zaznacza, że w przyszłości to pracodawca będzie zabiegał o to, by dobry pracownik z nim został, bo z każdym kolejnym transferem do innej firmy, z kolejnym kursem i doświadczeniem jego wartość będzie rosła.

Wykształcenie nie równa się umiejętności

Jedną z osób, które w praktyce stosują wspomniane wyżej zasady, jest założyciel firm PayPal i SpaceX, Elon Musk. Wdał się on niedawno w dyskusję na Twitterze dotyczącą edukacji. Na stwierdzenie, że nie można odnieść sukcesu w życiu bez odpowiedniego wykształcenia, poświadczonego dyplomem prestiżowej uczelni, odpowiedział: „To nieprawda. Nie należy mylić wykształcenia z edukacją. Ja nie studiowałem na Harvardzie, choć ludzie, którzy dla mnie pracują, już tak”.

Musk wielokrotnie mówił też o tym, że aby odnieść sukces, nie są potrzebne studia. Nawet liceum nie jest do tego konieczne. Bo choć ukończenie dobrej uczelni może świadczyć o wielkich możliwościach, równie dobrze może mówić o tym, że same studia były wszystkim, co dany człowiek mógł osiągnąć.

W takim razie co jest ważne? Zdaniem Muska należy uczyć dzieci rozwiązywać problemy, a nie zmuszać je do zapamiętywania regułek. Zamiast tylko pokazywać im, jak zbudowany jest silnik i czym są śrubokręty, lepiej jest dać dzieciom motor i pozwolić, by go rozłożyły na części, a później złożyły. Nauczą się wtedy w praktyce zasad jego budowy oraz tego, do czego służy śrubokręt.

Wszystko wskazuje na to, że w przyszłości będziemy uczyć się i pracować jednocześnie. Znikną zawody podlegające automatyzacji, a nawet te bazujące na szybkim nawigowaniu w wielkich bazach danych. Pozostanie nam być kreatywnymi i tworzyć własne środowisko pracy, a przede wszystkim nie bać się zmian.

Wszystko wskazuje na to, że algorytmy SI są nie do powstrzymania. Pozostaje pytanie: Czy powinniśmy się ich bać? Czy nie należy wszcząć ogólnoświatowego protestu w nadziei, że wielkie firmy porzucą pracę nad coraz nowocześniejszymi rozwiązaniami, które nie tylko mogą odebrać nam pracę, ale również, jeśli sprawdzi się scenariusz Skynetu (Terminator), odbiorą nam życie? Ale o tym w kolejnym odcinku.

Ewelina Zambrzycka-Kościelnicka. Dziennikarka i redaktorka zajmująca się głównie tematyką popularnonaukową. Związana m.in z Życiem Warszawy i Weekend.Gazeta.pl oraz z Magazynem Wirtualnej Polski.

Więcej:  http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,24703278,kuchnia-srodziemnomorska-to-przepis-na-zdrowe-zycie-wazne-jest.html