Czy rutyny mogą zmienić polską szkołę?

Czy rutyny mogą zmienić polską szkołę?

Wybierasz się na szkolenie. Zapowiada się, że będzie mnóstwo inspiracji do prowadzonych  przez ciebie zajęć. Prowadzący na promujących filmikach przyciągnął twoją uwagę i przedstawiał sensowny tok myślenia. Widząc jednak program spotkania ze zdumieniem pytasz: płacę, żeby „uczyć się” o rutynach? Przecież rutyna to schemat, bezmyślne działanie, powtarzający się szablon. Czy myślenie krytyczne i rutyna mogą mieć ze sobą coś wspólnego? Czy to ma być lekarstwo na systemową szkołę? Wygląda raczej jak leczenie rozległego złamania witaminą C…

Czy zaryzykować? Z pewnością zanim podamy lek, warto sprawdzić, co dolega pacjentowi. Nie podejmę się jednak tutaj dogłębnego badania stanu polskiej edukacji, ale czuję się upoważniona do wykonania „prześwietlenia”. Parę lat spędziłam za nauczycielskim biurkiem prowadząc zajęcia popołudniowe. Uczniów witałam w progach swojej sali w porze, kiedy statyczny rodzic przełącza się w tryb „dom”. Zza mojego biurka widziałam przemęczoną młodzież, (ledwie) żyjącą notoryczną perspektywą kartkówek i sprawdzianów w „normalnej” szkole (w ramach wyjaśnienia – osoby uczęszczające do popołudniowej szkoły muzycznej, używają epitetu „normalna” na swoje podstawówki lub licea). Dziś myślę dokładnie tak, jak wtedy, kiedy stałam przed moimi uczniami, że to był przygnębiający widok. Rodził on we mnie potrzebę zastanowienia się i zadania pytania, czy tak ma wyglądać kilkuletni okres rozwoju młodych ludzi?

Popatrzmy na następne „ujęcie” RTG. Na nim poddaję prześwietleniu moment omawiania z uczniami nowych treści. W przypadku osób z dobrą pamięcią całkiem nieźle działał system: wprowadź zasadę – powtórz (nauczyciel); zapamiętałem – odtworzę (uczeń). Wejście na stopień wyżej, gdzie zasadę trzeba zmodyfikować, choć reguły zostają te same, powodowało, że przed wieloma uczniami otwierała się czarna dziura. Z niepokojem odkrywałam, że kojarzenie faktów, analizowanie to nie jest coś, z czym nastoletni człowiek ma często do czynienia. Przywołanie wiadomości o wydarzeniu historycznym, czy o literackiej postaci było nierealne. Tutaj zawsze problem był z zasięgiem. Dane w uczniowskich głowach są objęte ścisłą rejonizacją przedmiotową. Dlatego nie mają prawa połączyć się z innymi faktami, żeby np. zbudować obraz epoki na lekcji historii muzyki.

Na kolejnym rentgenowskim zdjęciu widać postać nauczyciela. Spoza szarych (kolor) odcieni dostrzegam osobę, która ma wiedzę (i plik papierów na nią!) oraz skromne narzędzia (wyprodukowane w czasach, gdy rodził się nasz bohater…). Mocno wyróżniają się natomiast kontury serca (symbol), bo z niego wychodzi postawa „chce mi się działać! Ja chcę rozwijać siebie i moich uczniów”! Na ujęciu z profilu nie widać smutku i rozczarowania. A tak czuje się nauczyciel, gdy dostaje wsparcie w postaci pouczenia, że lekcję prowadzi się według schematu (obraz)

Podsumujmy zatem stan badań pacjenta. Prześwietlenie wyraźnie wskazuje, że konieczne są dalsze konsultacje. Ze zdjęć wynika, że w imię rozwijania zdolności, nastolatki poruszają się jak trybiki, wyrabiając ponad normę etatowy przydział godzin. Potwierdzone zostaje także to, że uczniowie działają według utartych schematów, bo w takie zostali w którymś momencie edukacji wtłoczeni. Niestety, to wbijające w przeciętność słówko nie ominęło i reprezentanta ciała pedagogicznego. System, szablon, schemat, rutyna… Nastąpiło przedawkowanie.

Więc dlaczego słowo rutyna pojawia się na szkoleniu, które miało być nową perspektywą działania? Rutyna kojarzy się wyłącznie z okropnym „schematem”, który tak podciął belferskie ramiona. Jak to możliwe, że przygoda z myśleniem krytycznym wiąże się z tak podejrzanym hasłem? Przecież parę lat temu, kiedy połknęłam haczyk, na którym wisiały narzędzia TOC, uśmiechała się do mnie przyjazna Gałązka, sympatyczna Chmurka i, już z samej nazwy, Ambitne Drzewko Celu. Pojawia się obawa, czy właśnie nie zamieniam schematu, według którego dotąd działałam, na… nieco nowszy model, ale wciąż rutynowego postępowania?

Pora przestać marudzić. Okazuje się, że wystarczy zastosować krótkie hasło: „Zatrzymaj się i pomyśl”, by znaleźć się w przestrzeni zwanej myśleniem krytycznym. Tutaj można poczuć się bezpiecznie, bo to miejsce, gdzie fakty i emocje zajmują najważniejszą pozycję. Te pierwsze (fakty) zawsze warto sprawdzić, a rozpoznawania drugich (emocje) koniecznie trzeba się nauczyć. Dostajemy wtedy szansę na zbudowanie człowieka świadomego i siebie, i otaczającej rzeczywistości. Świadomego, czyli dojrzałego, któremu nie trzeba serwować do głowy zmiksowanej papki. Zamiast tego można młodą osobę zaprosić do zadawania pytań, odróżniania faktów od opinii, budowania skojarzeń. Szczególnie ciekawe i odkrywcze może być dla nastolatka myślenie, o tym jak i po co uczy się danej kwestii. Stąd już niedaleko do obszarów, gdzie możliwe staje się rozwiązywanie problemów, a świat staje się bardziej zrozumiały przez budowanie powiązań przyczynowo skutkowych. Aż trudno uwierzyć, że to wszystko dzieje się, gdy nauczyciel wyjmuje, jak asy z rękawa, kolejne przykłady rutyn! Po takiej szkoleniowej wyprawie w świat myślenia krytycznego, moje pierwsze skojarzenia i podejrzliwe nastawienie odkładam na półkę.

Rutyny nie mają nic wspólnego z kojarzącym się negatywnie „ciągłym wykonywaniem tych samych czynności w oparciu o pewien schemat” (jak wyjaśnia definicja podana przez Wielki Słownik Języka Polskiego). Wspomniany Wielki Słownik odsyła do francuskiego źródła „route”, czyli droga, co znacznie lepiej oddaje sens rutyny. Są to bowiem konstrukcje złożone z sekwencji kroków bądź zestawów pytań. To wyznaczone ścieżki, czy procedury, które zapraszają do poszukiwania i odkrywania swojego spojrzenia na zagadnienie. To wreszcie klucze, dzięki którym otwierany jest dostęp do posiadanej wiedzy. Tutaj też znajduje się odpowiedź na moje podejrzenie, że wdrożę w edukacyjne postępowanie nowy schematyczny zestaw kart pracy. W systemowej szkole nauczyciel działa według zamkniętego szablonu. On zna jedyną i poprawną odpowiedź na pytanie skierowane do ucznia. W nowym podejściu wspólnie określony jest cel, ale każdy z uczniów może dojść do niego swoją drogą, bo klucz do odpowiedzi znajduje się w głowie młodej osoby.

Wbrew pozorom, zastosowanie rutyn pozwala na odejście od… rutynowego, czyli schematycznego działania podczas lekcji. To nie żaden suplement diety, lecz poddany solidnemu sprawdzeniu lek. Załączona jest do niego ulotka, której nie należy lekceważyć,  lecz z pełną świadomością zapoznać się ze skutkami ubocznymi. Tych nie udało się uniknąć, wręcz uzbierała się dość spora liczba. Z długiej listy wymienię te najbardziej rzucające się w oczy: rutyny wyzwalają moc pomysłów w uczniach, prowadzą do samodzielnego działania, przyczyniają się do budowania wiedzy, nie wymagają długiego wprowadzenia, odbierają nauczycielowi szansę prowadzenia wykładów, zmieniają rolę nauczyciela w moderatora…

Pacjent, czyli polska szkoła wymaga dłuższej terapii. Na rynku pojawił się sprawdzony, przetestowany lek. Warto aplikować go w niewielkich, ale regularnych dawkach. Operacyjnie należy usunąć schemat lekcji. Natomiast pakiet nauczycielski powinny wypełnić rutyny, czyli zestawy kroków do przejścia, wytyczone szlaki, wielofunkcyjny myślowy GPS.  A gdyby pojawiły się obawy, czy myślenie można przedawkować? Lub gdy ktoś z troską zapyta, czy nauczyciele zaczną nudzić się na lekcjach? Zawsze można odpowiedzieć, że to taki plaster miodu, na pragnące zmiany belferskie serce.

Tekst zawiera lokowanie produktu – w miejscach podkreśleń oraz pogrubień ukryte są rutyny: „Most 1”, „Widzę-Myślę-Zastanawiam się”, „Kolor-Symbol-Obraz”, „Most 2”.